Breaking News
Opowiadania
=> SAMOTNY
=> PIRACI
Star Wars
StarForce 2010
JEDI CON 2008 Duesseldorf
Battlestar Galactica
Dagobah 2007
Galeria
Ksiega gosci
SAMOTNY

Samotny

 

Samotność boli,

lecz czasami to jedyny sposób na odnalezienie własnej drogi w życiu

Autor

 

Obudziły go ciche wibracje pokładu. Zlany potem usiadł na brzegu łóżka.

-Te koszmary mnie wykończą – pomyślał przecierając wierzchem dłoni spocone czoło. Mała, ciasna kabina sprzyjała koszmarom, umieszczona głęboko w trzewiach stacji, była jedynym azylem, obszarem ciszy i spokoju.

-Jeszcze godzina do wachty – westchnął patrząc na chronometr umieszczony na drzwiami wejściowymi. Czas na pokładzie dłużył się niemiłosiernie, lecz służba tutaj, była najszybszą drogą do transferu, na którąś z licznych grup operacyjnych działających w galaktyce.

 

Stacja była najnowszym cudem techniki w służbie Imperium. Potężna, owalna struktura kryła w sobie całą potęgę wojskową począwszy od setek doborowych oddziałów szturmowców po całe eskadry pojazdów gwiezdnych. Była narzędziem w rękach Imperatora, odpowiedzią na rebeliantów i sympatyzujące z nimi światy. Z plotek usłyszanych na pokładzie wynikało, że chrzest bojowy ma już za sobą. Ale zwykli żołnierze czerpali wiadomości tylko z plotek, bo oficjalnie nigdy nic nie było wiadomo. Fakt byli stworzeni do walki, nie do tworzenia planów taktycznych i wydawania rozkazów. Celem ich życia było wykonywanie poleceń.

 

Nagle coś go zastanowiło – Wibracje ucichły – pomyślał – Zatrzymaliśmy się.

     To oznaczało tylko jedno, Gwiazda Śmierci była u celu, gdziekolwiek on się znajdował.

      Nie zdążył pomyśleć co to oznacza kiedy do jego uszu doleciały dźwięki syren pokładowych oznaczających stan podwyższonej gotowości dla całego personelu. Powolnym ruchem otworzył szafkę i wyciągnął kombinezon pilota.

- Ciekawe – powiedział sam do siebie – Ćwiczenia czy wreszcie jakaś akcja bojowa?
     Odkąd służył tutaj, jedynymi przerwami w nudnym życiu były ćwiczenia w symulatorach i krótkie loty patrolowe. Spojrzał w lustro, posprawdzał zapięcia kombinezonu i wyszedł na korytarz. Wsiadł do najbliższej turbowindy, wklepał numer pokładu i spokojnie czekał na koniec podróży. Po chwili drzwi z cichym sykiem otworzyły się. Wyszedł i skierował się do sali. Siadł na pierwszym wolnym miejscu i przymknął oczy czekając na początek odprawy. Jego dowódcą był porucznik Wrimst, znał go jeszcze ze szkolenia. Punktualny, rzeczowy jak wszyscy oficerowie.

 

- Zaraz się przekonamy o co chodzi – powiedział w myślach. W tej samej chwili otworzyły się drzwi, światła przygasły i zaczęła się odprawa.

- Dowództwo poinformowało nas o zlokalizowaniu bazy rebeliantów znajdującej się na jednym z księżyców gazowego giganta o nazwie Yavin – Zaczął porucznik - To mapa taktyczna tego rejonu. Baza rebeliantów, znajduje się tu, na czwartym księżycu - Wskazał punkt na holomapie - Do czasu, aż stacja znajdzie się w zasięgu pozwalającym na bezpośrednie uderzenie, naszym zadaniem będzie patrol przestrzeni wokół stacji i likwidacja każdej aktywności ze strony rebelii. PILOCI! DO MASZYN! –Zakończył głośnio odprawę Wrimst, odwracając się na pięcie i wychodząc z pomieszczenia.

 

      Biegł z innymi do hangaru, w myśli powtarzając słowa swojego instruktora – SPANIKUJESZ I BĄDŻ PEWIEN ŻE JUŻ JESTEŚ MARTWY.
      Zajął miejsce w kabinie, sprawdził hełm, wprowadził kod dostępu i zaczął wykonywać czynności przedstartowe. W głośnikach hełmu raz za razem zgłaszały gotowość inne maszyny z jego eskadry.

- CE3K-1977 gotowy do startu – krzyknął z entuzjazmem do mikrofonu - Wszystkie systemy sprawne.

  • Tu kontrola lotów! Zezwalam na start. Dobrego polowania.

 

Grupa 12 Tie-Fighterów wynurzyła się z trzewi hangaru w ciasnym szyku, iście defiladowym. Wyglądały jak małe, pracowicie pnące się w górę drzewa mrówki. Kiedy osiągnęli biegun stacji, oczom pilotów ukazał się wspaniały widok gazowego giganta. Potężne, różnorakie kształtem chmury gazów mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Blask bijący od zewnętrznej powłoki spowodował przyciemnienie płyt wizyjnych. Lecz na zewnątrz trwał taniec kolorów na kadłubach. Gra świateł i kolorów stworzyły niesamowite widowisko piękna i chaosu powodując na krótko dekoncentracje pilotów. Szyk zadrżał ale dla mniej wprawnego oka, nie było to widoczne. Myśliwce skierowały się po za zewnętrzne pole siłowe Gwiazdy Śmierci, by stworzyć pierwszy filar obronny. W głośnikach słychać było meldunki o początku ataku myśliwców wroga, ale nigdzie nie było ich widać. Potężny błysk energii rozświetlił w pewnym momencie półmrok, który zapanował, kiedy eskadra wleciała w cień stacji. Szyk rozsypał się chaotycznie, pozostawiając na miejscu eksplozji szczątki 3 maszyn, które były najbliżej eksplodującej torpedy protonowej.

     - Jak? Gdzie oni są? – Krzyknął do mikrofonu. – Skąd nadleciała ta torpeda. Dalsze pytania zagłuszyło brzęczenie alarmów w kokpicie. Nadlatywały kolejne torpedy. Nie tracąc czasu, wykonał ciasny skręt i wprowadził myśliwiec w korkociąg. Za nim raz po raz rozbłyskały miniaturowe słońca eksplozji torped. Energetyczne błyskawice rozświetlały mrok, mknąc w nieskończony mrok kosmosu. Bitwa rozpoczęła się na dobre. Widać było, że chociaż mają przewagę, jednostkom Imperium brakowało ważnego atutu w bezpośrednim starciu – pola siłowego. Co chwila niknął w chmurze eksplozji kolejny pojazd trafiony działkiem laserowym czy będący zbyt blisko eksplozji torpedy.

     - Jest źle – pomyślał wprowadzając maszynę w ciasny skręt – Ale tego nas uczyli. Wprowadził do komputera dane najbliższego myśliwca wroga, i ruszył na cel. Kilka gwałtownych manewrów spowodowało że ujrzał swoja ofiarę. Y-Wing leciał kursem na jeden z pozostających na powierzchni szybów serwisowych. W kokpicie rozległ się sygnał „zablokowania” celu i w tym samym momencie działka bluznęły skoncentrowaną dawką energii. Pierwsza seria minęła o kilka metrów prawy silnik maszyny. Pilot zorientował się, że jest ścigany i zaczął wykonywać gwałtowne uniki. Ale jedną z wad Y-Wingów była mała zwrotność. Wprowadził małą poprawkę, i nacisnął guzik spustowy umieszczony na drążku sterowniczym. Trafiony silnik „Igreka” eksplodował rozrzucając w każdym kierunku jęzory plazmy. Chciał go dobić. Bardzo chciał go dobić. Nie zdążył. Potężne uderzenie zachwiało jego maszyną. Wszystkie światła w kabinie przygasły, poczuł zapach palonej izolacji, trzask iskier na pulpicie. Tie stracił sterowność i zaczął wirować. Przy tej szybkości i przeciążeniu jakie zapanowało w kabinie nawet najlepszy pilot straciłby przytomność. Myśliwiec rozpoczął szybki ruch po spirali, złapany w pole grawitacyjne planety, przyciągany w jej objęcia jakby uchwycony promieniem ściągającym. Wejściu w atmosferę towarzyszyły potężne siły fizyczne, dzięki którym pilot odzyskał przytomność. Ostatkiem sił chwycił za stery by wyjść z korkociągu i spróbować wyprowadzić statek z atmosfery. Pierwsze mu się udało, na drugie nie starczyło już przestrzeni. Z wielkim impetem, pojazd wrył się w dżungle pokrywającą Yavin 4, orając głęboką, rdzawą bruzdę w tym jednostajnie zielonym krajobrazie jak z bajki. Pilot znów stracił przytomność.

 

Obudziły go krople deszczu wpadające przez rozbite szyby kabiny, spływające po twarzy pozbawionej hełmu ochronnego. Ciepła, monsunowa ulewa na dobre rozpętała się nad rozbitym pojazdem, leżącym w wyżłobionym przez upadek rowie. Przez rozbitą owiewkę widział przesuwające się brunatno-szare , ciężkie, ołowiane chmury. Zapadał zmierzch. Zamknął oczy. Samotny, ranny, czekający na zbliżającą się śmierć.

- Zaraz nadejdzie kres. Zaraz stacja zniszczy tą planetę – pomyślał – Śmierć jest lepsza niż życie w samotności. Walczyłem za Imperium i zaraz będę świadkiem zwycięstwa. To będzie najlepsza nagroda.

 

Lecz nic takiego nie nastąpiło. Zdał sobie sprawę, że stało się cos złego.

- Nie to nie możliwe. To nie może być prawda. Oni nie mogli zniszczyć stacji. Nie mogli. – chciał krzyknąć lecz ból, który zawładnął jego ciałem, okrył ponownie umysł całunem ciemności. Nie wiedział, że przyjdzie mu tu spędzić w samotności wiele lat. Ale Qorl nie był zwykłym pilotem, był pilotem Imperium, wyszkolonym i przygotowanym na nieoczekiwane zdarzenia. Tylko czy jest przygotowany na samotność. To zweryfikuje życie. Zapadła noc. Wiatr przywiał odgłosy dżungli, dzikie, nieujarzmione. Błysnęło, rozległ się grzmot. Nadchodziła burza. Kolejna.

 

 

All Rights reserved.

Written by Rafał Kula

October 2002


Kontakt
GG 2347110
e-mail bizonas@go2.pl
Dzisiaj stronę odwiedziło już 11 odwiedzający (16 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=