Breaking News
Opowiadania
=> SAMOTNY
=> PIRACI
Star Wars
StarForce 2010
JEDI CON 2008 Duesseldorf
Battlestar Galactica
Dagobah 2007
Galeria
Ksiega gosci
PIRACI

Piraci

 

My nie umieramy śmiercią naturalną.

Nie mamy na to czasu”

Usłyszane w bazie „Czarnej Ręki”

 

 

 

Siedzieli w ciemnej, zadymionej spelunce, bardziej wyglądającej na norę w ziemi niż na lokal. Ale na Germis, wszystko tak wyglądało, szaro, brudno i ponuro. Jak każda planeta przemysłowa czy górnicza w okręgu 10 parseków. Takie kolonie powstawały w czasach rozkwitu Republiki, nowoczesne, gwarne, pełne liczących na szczęście istot. Teraz opuszczone, zaniedbane i zamieszkałe przez awanturników, przestępców i ludzi bez przyszłości. Jednak tylko nieliczni wtajemniczeni wiedzieli, że ta planeta to także punkt kontaktowy „Czarnej Ręki”, niewielkiej acz prężnie działającej grupy piratów. Grupa ta działała od kilku lat, stworzona z niedobitków kilku innych związków o podobnych charakterze. Rezydenci na planecie byli odpowiedzialni za zbieranie informacji o konwojach i ich przypuszczalnych trasach oraz zapewniali dostawy zaopatrzenia. Baza znajdowała się gdzieś w głębokiej przestrzeni, z dala od wszelkich zamieszkałych światów oraz tras komunikacyjnych.

 

Lafar Aluk, aktualny rezydent, oraz jego zastępca Ormon, spędzili już w tym miejscu prawie godzinę, popijając mocne, korzenne piwo tutejszej produkcji. Oczekiwali na transport zaopatrzenia, a dostawca spóźniał się. Nie było by w tym nic dziwnego lecz na planecie znajdował się jedynie ten kosmoport a lądowiska były puste, nie licząc jednego, na którym stał statek transportowy należący do „Ręki”.

 

- Powoli nudzi mnie to czekanie. Czy ta kobieta zawsze musi się spóźniać? – w pewnej chwili powiedział Ormon.

- Spokojnie chłopie. Złość szkodzi na serce. Milla zawsze się spóźnia – Usmiechnął się Lafar. - I zawsze ma oryginalne wytłumaczenie. – dodał puszczając oko. Jego partner jednak ani na chwilę nie przestał się nerwowo rozgladać.

- Wiem, ale to mnie nie uspokaja. Co jak imperialni ją złapali i teraz czekają na nas?

- Orm, przecież nic na tej planecie nie dzieje się bez naszej wiedzy – spojrzał na Durosjanina - Nie po to płacimy masę kredytów by być głusi i ślepi, a po za tym kto jak kto ale Milla złapana? Przez Imperialnych? Za co? – znów się roześmiał – Za przemyt żywności? Weź sobie jeszcze jedno piwo i może coś do jedzenia, to uspokaja. – zakończył Lafar. Sam jednak zaczął powoli się zastanawiać co może być przyczyną spóźnienia. Przed odlotem zapewniała go , że podróż najwyżej zajmie 4 godziny, najwyżej pięć. Dodając do tego kilka godzin na załadunek i tyle samo czasu na powrót, stanowczo za długo to trwało Coś chyba było nie tak. Ale co. Miewał czasem przeczucia, często ratowało mu to życie. Teraz jednak nic nie czuł, żadnego podenerwowania, mrowienia na karku, zupełnie nic.

- Czyżby dopadła mnie rutyna – pomyślał – Imperialny Wywiad od dawna chce nas dostać. Sięgnął ręką do kieszeni i wyjął komunikator. Wybrał częstotliwość i połączył się z pilotem oczekującego statku.

- Dez to ja. Słuchaj, startuj natychmiast, ale pozostań na którejś z dalszych orbit. Albo zaczekaj, ukryj się za jedną z asteroid na krańcach systemu – zmienił zdanie - Zrozumiałeś.

- Tak jest. Ale.....- rozległ się głos z głośnika.

- Żadnego ale Dez! Skontaktuje się z Tobą, jak wyjaśni się sprawa dostawy. Pospiesz się!

Rozłączył się i spojrzał na swojego asystenta.

- Uruchom naszych ludzi. Niech mają oczy i uszy szeroko otwarte. Chyba jednak coś jest nie tak.

- Zrobi się szefie!

- Aha i na wszelki wypadek niech chłopaki przygotują mojego Łowcę Głów. Możliwe, że będę musiał się szybko ewakuować z planety. – wstał od stołu i skierował się ku wyjściu – Za godzinę tam gdzie zwykle – rzucił na koniec przez ramię.

 

 

Szedł poprzez osadę, starając się zachowywać normalnie. Dyskretnie zaglądał w każdy zaułek, mijaną bramę czy podwórko. Wszędzie było spokojnie, za spokojnie. Skręcił w boczną ulicę gdzie wynajmował mieszkanie. Otworzył zamek szyfrowy i wszedł do środka. Drzwi zasunęły się za nim bezszelestnie. Włączył blokadę i usiadł na łóżku.

- Chyba czas zmienić klimat – pomyślał – Ciekawe co....

Dalsze rozmyślania przerwał brzęczyk komunikatora. Wyjął urządzenie z kieszeni i uruchomił.

- Aluk. O co chodzi?

- Przepraszam, że przeszkadzam. Z tej strony Grruoan D’Ghore. – odezwał się rozmówca.

- Słucham, słucham Panie D’Ghore. Co ma pan ważnego do zakomunikowania? – Dobierał starannie słowa by jego rozmówca nie wyczuł drżenia głosu. A kto jak to, ale naczelnik służby bezpieczeństwa był sprytnym osobnikiem. Zresztą cała rasa Shistavanenów zwanych też Wilkoludźmi, słynęła z wyjątkowo wrażliwych zmysłów.

- Chciałbym tylko poinformować, że jeden ze statków przelatujących przez nas system, natknął się na szczątki. Z przesłanych danych wyglądają one na wrak corelliańskiego frachtowca z serii YV-666. Czy nie taki statek posiadała pana znajoma Milla Stanov?

- Tak to prawda. Czy wiadomo coś więcej na temat tego wraku? – coraz gorzej panował nad brzmieniem swojego głosu – Czy ktokolwiek przeżył?

- Niestety obawiam się, że nie. Uszkodzony reaktor wydziela silne promieniowanie, które zabiłoby każdą żywą istotę, nawet gdyby przeżyła we wraku.

- Dziękuje za informacje naczelniku. – powiedział, nie siląc się już na ukrycie zdenerwowania.

- To należy do moich obowiązków. Życzę miłego wieczoru.

Lafar zmiął w ustach przekleństwo, rzucając komunikator na łóżko.

-Jeszcze tego brakowało – powiedział sam do siebie – Czas pakować manatki i zwijać żagle. Nic tu po mnie. Robi się stanowczo za gorąco.

 

Kilkanaście minut później, miał już opracowany w szczegółach plan ewakuacyjny, teraz trzeba tylko go było wdrożyć życie. Wyjął blaster ze schowka, włożył datakarty do kieszeni i skierował się ku wyjściu kiedy usłyszał łaskot dochodzący z zewnątrz. Ktoś uderzał ręką w drzwi. Nie myśląc zbyt długo, stanął jednym skokiem obok drzwi z bronią w ręku i krzyknął:

- Kto tam!

Zza drzwi odpowiedział mu stłumiony głos:

To ja. Otwieraj! Nie ma czasu! – Z ulga rozpoznał głos swego zastępcy. Odblokował drzwi, szykując się na ostra reprymendę.

- Co ty wyrabiasz?! Jeszcze chwila a miałbyś dziurę między oczami. Nie masz komunikatora, prawie drzwi mi wyłamałeś, wydzierasz się na całą strefę co u di.......

- Nie ma czasu na gadanie. Zbieraj się i nie używaj komunikatora. – przerwał mu Ormon – Mam bardzo złe wieści.

- Wiem już. Znaleźli statek.

- Jaki statek? Co za statek?! – zdziwił się jego podwładny – Słuchaj ja mówię o Imperialnych!!! Cała grupa bojowa leci na tą planetę!! A ty mi tu o jakimś statku mówisz.

Lafara zamurowało. Stanął jak wryty nie mogąc wykrztusić słowa.

- Ja...ja..jacy Imperialni – Zająknął się pytając.

- Jak to jacy. Zwyczajni – wzruszył ramionami Ormon – Ale pierwszy raz w życiu widzę tutaj taką grupę bojową. Słuchaj, niszczyciel klasy Victory w asyście dwóch krążowników klasy Carrack i dwóch Lancerów. Wyszli z nadprzestrzeni 15 minut temu – spojrzał na zegarek – Za 20 będą na orbicie. I chyba nie myślisz, że przylatują tutaj podziwiać widoki?! Oni tu lecą po nas a w szczególności po Ciebie!!! – pokazał palcem na niego – Ktoś nieźle namieszał!

- To chyba Milla. Ale nie jestem pewien – zamyślił się Lafar – Opowiem Ci po drodze – rzekł kierujac się do wyjścia – Masz jakiś transport?

- Tak. Stoi za rogiem. Chłopaki już wiedzą. Zanim dojedziemy do kryjówki, Łowca będzie gotowy do startu. Chodźmy!

 

Po drodze do obozu, nie rozmawiali zbyt długo. Lafar streścił swoje przypuszczenia dotyczące Milli, i rozmowę z prefektem. Droga zajęła im dziesięć minut. Wyskakując ze pojazdu, był już w kombinezonie. Skierował się szybko do swojego Z-95. Wszedł po drabince do kokpitu, i nie wiele myśląc zaczął uruchamiać procedury startowe. Myśliwiec zaczął budzić się do życia. Pilot założył hełm i odwrócił się do zebranych na polance członków zespołu.

- Jak tylko się uspokoi, macie skontaktować się Dez’em. On Was stąd zabierze. No. Do zobaczenia w Bazie za kilka dni. – Machnął ręką na pożegnanie i zamknął kabinę.

Kurz podniesiony przez silniki, zasłonił mu przyjaciół. Pojazd wolno, jakby ociężale zaczął unosić się w powietrze. W pewnej chwili zamarł kilka metrów na powierzchnią, jakby miał runąć z powrotem na ziemie. Ale nic takiego się nie stało. Z hukiem silników pracujących na wysokich obrotach, wzbił się w mgnieniu oka w górne warstwy atmosfery, i znikł z pola widzenia. Komputer piknięciem przyjął koordynaty pierwszego skoku, i pilot czekał tylko na oddalenie się od studni grawitacyjnej. Na komputerze taktycznym widział planetę oraz jednostki imperium zbliżające się od drugiej strony.

- Za późno – pomyślał – przybyliście za późno – uśmiechnął się z dziką satysfakcją w oczach. Komputer nawigacyjny piknął ,informując o możliwości dokonania pierwszego z wielu mikroskoków, które miały zatrzeć ślady. Jakby od niechcenia pchnął dzwignię napędu nadprzestrzennego i widok gwiazd za szybą rozmył się w białe smugi. Podróż miała trwać 15 minut. Lafar zamknął oczy i wtulił się głębiej w fotel.

 

 

- Kapitanie Shutta! Meldunek z „Annihilatora”. – rozległo się na mostku „Nieustępliwego”. – Obiekt wszedł w nadświetlną.

- Doskonale poruczniku. Tak jak przewidziałem. Człowiek tropiony zawsze popełnia ten sam błąd, ucieka tam gdzie myśli że nikogo nie ma. - pokiwał głową przełożony - Proszę rozpocząć rozruch emiterów grawitacyjnych. Pełna gotowość bojowa dla wszystkich jednostek. – wydał rozkaz i odwrócił się w stronę iluminatora. W oddali widział resztę okrętów stanowiących istotna część planu eliminacji piratów „Czarnej Ręki”. Amil Shutta był dowódcą interdictor’a już 4 lata. Przez ten okres uczestniczył w wielu akcjach ale ta była pierwszą, którą kierował sam. Krążownik drgnął ustawiając się dziobem do przewidywanego wektora przechwycenia celu. Na całej jednostce rozległy się syreny ogłaszające stan gotowości. Kapitan spojrzał na hologram taktyczny i po chwili zaczął wydawać ostatnie rozkazy.

- Proszę poinformować jednostki przechwytujące by ustawiły się 7 km przed nami. Poruczniku Shuster – spojrzał w kierunku wyprężonego na baczność podwładnego - proszę nadać sygnał alarmu bojowego. Zaczynamy polowanie!

 

 

Gwałtowny wstrząs rzucił statkiem do przodu i spowodował, że przez chwilę Alukowi zabrakło tchu. Zdezorientowany nagłym powrotem do normalnej przestrzeni spojrzał na instrumenty pokładowe. Współrzędne się nie zgadzały. Zamiast być w punkcie drugiego skoku, dryfował bezwiednie w pustce kosmosu. Nie, nie był sam. Z przerażenie zobaczył majaczący w oddali duży statek, rzut na komputer nie pozostawił wątpliwości – Interdictor. Imperium! Nagła myśl zaświtała mu w głowie.

- To była przynęta! - krzyknął uderzając pięścią w obudowę kokpitu – Te cholerne okręty miały mnie wykurzyć! – wcisnął klawisz i na komputerze pojawiła się mapa sytuacyjna. Interdictor i jednostki osłony były daleko ale z tyłu zbliżała się grupa małych i zwinnych statków.

- Niedobrze, bardzo niedobrze – pomyślał – Skipray’e są zbyt szybkie, nie ucieknę im. Ale nie dostaną mnie bez walki – zacisnął zęby i otworzył przepustnice do końca.

Myśliwiec wykonał ostry zwrot i pomknął na spotkanie z kanonierkami. Pilot wziął na cel najbliższą maszynę i nacisnął spust. Działka bluznęły skoncentrowanymi wiązkami energii. O dziwo atakowana jednostka nie odpowiedział ogniem. To zaniepokoiło pilota. Kanonierki zaczęły się rozpraszać, okrążając go jak wilki ranne zwierze. Aluk wykonał serię ostrych uników i znów zaatakował. Tym razem skutecznie. Jedna z maszyn znikła w olbrzymiej kuli ognia. Wtedy reszta zaatakowała, błękitne smugi pomknęły w jego kierunku.

- Działka jonowe – pokiwał głową – Nie chcą mi zrobić krzywdy – przymknął na moment oczy i po chwili sprytnym manewrem rozpoczął kontratak. Wiedział, że nie szans na ucieczkę, ale może przeciwnik popełni jakiś błąd, może poczuje się zbyt silny i rozluźni więzy. Ale imperialni piloci byli dobrymi żołnierzami. Kiedy próbował się zbliżyć do któregoś z nich, ten uciekał a reszta krążyła, chcieli go zmęczyć. Widocznie poświęcili jednego ze swoich by poznać z jakim przeciwnikiem przyszło im się zmierzyć. Powoli zaczęły puszczać mu nerwy. I na to czekali przeciwnicy, momentalnie zacisnęli pętle i ruszyli do ataku. Kilka pierwszych serii było niecelnych, Łowca zwinnymi manewrami unikał trafienia, ale z każdą minutą wiązki energii przelatywały coraz bliżej kadłuba. Lafar robił co mógł, by uniknąć kolejnych serii. Kolejny zwrot, następny unik, czoło pilota pokryło się kroplami potu, który powoli zalewał mu oczy. Widział coraz mniej wyraźnie, ruchy stawały się wolniejsze, manewry dłuższe, nawet nie zauważył kiedy poraziło go wyładowanie spowodowane trafieniem. Zawisł bezwładnie na pasach. Nie widział jak „Nieustępliwy” zaczął zbliżać się do unieruchomionego myśliwca, jak powoli wciąga go w swoje przepastne wnętrze. Po chwili myśliwiec stał już na płycie hangaru.

 

- Meldunek z hangaru. Obiekt przejęty, pilot żyje.

- Dziękuje sierżancie. Proszę zabezpieczyć myśliwiec a pilota przenieść do celi. Proszę mnie poinformować, kiedy pilot odzyska przytomność. – Uśmiechnął się kapitan – Musi nam odpowiedzieć na kilka nurtujących mnie pytań.

 

Potworny ból głowy, nie pozwalał mu się ruszyć. Z trudem otworzył oczy, powoli wracała mu ostrość wzroku ale nadal nic nie pamiętał. Powoli skupił się na ostatnich godzinach. Wylot. Walka. Imperium. Rozejrzał się po pomieszczeniu i zrozumiał. Cela. Jest więźniem. Zmiął w ustach przekleństwo.

- Tak dać się podejść. Jak żółtodziób. – z niesmakiem pokiwał głową – Straciłem swoje przeczucie. Cholerna rutyna.

Drzwi otworzyły się z sykiem i do celi wkroczyło dwóch szturmowców z wymierzonymi w niego blasterami. Za nimi staną oficer imperium.

- Witam na pokładzie „Nieustępliwego” panie Aluk. Nazywam się Amil Shutta j jestem kapitanem tego okrętu – przedstawił się oficer - Widzę, że nasza gościnność panu służy –zawiesił na chwilę głos – to bardzo dobrze bo mam nadzieje, że razem wyjasnimy kilka dręczących mnie niejasności- uśmiechnął się do niego.

- Z wielka przyjemnością panu pomogę – spojrzał na niego Lafar – Nie wiem jednak co wiem, czego pan nie wie?– zakończył rozkładając ręce w geście bezradności.

- Tak, tak – pokiwał głową oficer – Pomoże pan, pomoże – nagle jego ręka wykonała ruch okrężny – Jako jeden z najbliższych współpracowników „Czarnej Ręki”, musi pan znać położenie bazy – wskazał na niego – Koordynaty!

- W tej kwestii nie mogę panu pomóc – szedł w zaparte Aluk – Po prostu nie znam jej położenia.

Twarz Shutty ściągnęła się. Wolno, cedząc słowa przez zęby powiedział – Może to ci odświeży pamięć, piracie – odwrócił się i kiwnął głową w geście przyzwolenia. Do celi wjechał fotel repulsorowy. Lafar spojrzał na postać siedzącą w fotelu, i zamarł. Siedząca kobieta miała koło trzydziestki i przerażająco siwe włosy. Jej oczy wpatrywały się w jeden punkt pustym, bezwyrazistym wzrokiem. Ślady po elektrodach, ciemnymi pasmami tworzyły na skroniach i czole dziwne kształty. Tych oczu nie mógł by nigdy zapomnieć.

- Milla – szepnął i nagle wszystko zrozumiał.

- Widzę, że pamięć szybko wróciła – spojrzał na kobietę Shutta. – Widzisz, kiedy ją złapaliśmy, też się upierała że wzięliśmy ją za kogoś innego. Nie chciała współpracować, upierała się przy swoim – wskazał na nią palcem – Niestety musiałem o pomoc poprosić specjalistów z wywiadu imperialnego. A oni nie maja współczucia. Ich metody maja to do siebie, że jak kończą z człowiekiem to rezultat jest taki.

Kiwnął głową i wózek zniknął za drzwiami. Lafar nie mógł uwierzyć. Milla. Co oni z nią zrobili.

- Widzi pan, panie Aluk – ciągnął oficer – Ma pan dwa wyjścia – spojrzał mu prosto w oczy – Pierwsze to dobrowolna współpraca i zachowanie swojego umysłu w nienaruszonym stanie. Drugie – wskazał na drzwi – przed chwila pan widział. Teraz się pana o coś zapytam. Proszę się chwilę zastanowić i wybrać właściwe wyjście.

Wiedział co teraz nastąpi, jeśli zgodzi się na współpracę zginie wielu jego przyjaciół, jeśli odmówi może ich uratuje, zależy jak silny jest jego umysł.. Spojrzał na Shutta wyczekująco. Jego przeciwnik nie dał mu czekać. Odchrząknął i rozpoczął:

- Więc gdzie jest baza? Proszę podać jej współrzędna oraz jak silnia jest jej obrona? Drugi raz nie zadam tego pytania – stwierdził dobitnie.

- Niestety panie kapitanie nie wiem – zagrał va bank – Odpowiedź na to pytanie zna tylko czworo ludzi. Ja nie należę do nich. Nie mogę panu pomóc – spojrzał się hardo na kapitana.

- Widzę panie Aluk, że nie mamy o czym rozmawiać - odwrócił się i wychodząc z celi powiedział do stojących na korytarzu niewidocznych postaci – możecie zaczynać.

Zobaczył jak do pomieszczenia wchodzi dwóch ubranych na czarno żołnierzy. Za nimi wpłynął, unosząc się w powietrzu robot. Czarny, owalny kształt wyposażony w dużą ilość chwytaków i manipulatorów. Powoli zbliżył się do niego i Aluk poczuł woń ozonu. Krótkie wyładowanie elektryczne wygenerowane przez robota dosięgło jego piersi. Jęknął z bólu. Kolejne, dłuższe tym razem przyprawiło go o konwulsje. Ostatkiem sił wyrwał z siebie rozdzierający krzyk. Po chwili pociemniało mu w oczach, zemdlał.

 

Kapitan Shutta stał na mostku wpatrując się w czerń kosmosu. Lubił patrzeć na bezkresna pustkę, pozbawioną jakiegokolwiek życia. To go odprężało. Rozmyślenia przerwały mu odgłosy kroków na metalowej podłodze mostka. Ktoś stanął za nim. Odwrócił się powoli i ujrzał jednego z oficerów imperialnego wywiadu, którzy badali pirata.

- Jakieś postępy?

- Przesłuchanie dobiegło końca, panie kapitanie. Wszystkie potrzebne dane znajdują się

tutaj - rzekł, podając datakartę.

- Czy więzień przeżył?

- Tak. Ma bardzo silną psychikę. Robot sondujący długo nie mógł złamać jego blokady i trzeba było zastosować radykalne rozwiązania. Niestety został sparaliżowany ale jest w pełni władz umysłowych.

- To dobrze. Nam już nie będzie potrzebny ale dostaliśmy wiadomość od samego Lorda Vadera. Od dziś wszyscy, niepotrzebni więźniowie, zamiast na Kessel mają być natychmiast transportowani na Falleen, do tamtejszego ośrodka badawczego.

-Czy to wszystko sir? – zapytał się agent.

Tak. Możecie odejście. – skinął głową kapitan i podążył w stronę operatora nadajnika nadprzestrzennego.

- Łącz z Gubernatorem Sektora. Sygnał przekaż do mojej kabiny – rozkazał młodemu żołnierzowi siedzącemu przy konsolecie i oddalił się szybkim krokiem w kierunku windy.

Wchodząc do kajuty, włączył holoprojektor i stanął na środku pomieszczenia. Po chwili tuż przed nim pojawiła się transmitowana holoprojekcja Gubernatora Rivieta.

- Witam Panie Kapitanie – rzekła postać – Mam głęboką nadzieje, że jest pan posłańcem dobrych wiadomości?

- Oczywiście Gubernatorze – skinął głową Shutta – Właśnie zdobyliśmy klucz do całkowitego wyeliminowania „Czarnej Ręki” – uniósł dłoń i zaprezentował datakartę – Koordynaty ich bazy.

- Doskonale – na twarzy gubernatora rozkwitł szeroki uśmiech – Niech pan zaczyna operację wedle własnego uznania. Aha – hologram w pewnym momencie powiększył się obejmując już tylko twarz gubernatora – Proszę nie brać jeńców kapitanie. Czy wyraziłem się jasno?

- Oczywiście sir. Jasno i przejrzyście – skłonił się żołnierz – Nie będzie żadnych jeńców!

- Bardzo dobrze. Imperium zapamięta pańską lojalność i zasługi.

Hologram zamigotał i znikł pozostawiając Shutta w błogim nastroju. Tylu komplementów, w ciągu kilku sekund ot tak ważnej osoby jeszcze w życiu nie usłyszał. Był dumny z siebie, duma poprostu go rozpierała.

 

 

Tajny Imperialny Ośrodek Badawczy znajdował się w kompleksie budynków zajmujących dolne sektory jednego z większych miast Falleen’a. Podzielony na sekcje, działał jako ośrodek badania nowych technologii pozyskiwania energii. Nikt nie wiedział, że w środku prowadzone są badania nad najbardziej zabójczymi wirusami – retrowirusami. Sekcja Alfa Czerwony Jeden była częścią kompleksu, w której badano nowe, te najbardziej zabójcze szczepy. Pracowało tam dwóch lekarzy i kilkanaście osób personelu pomocniczego. Dzisiaj miał nastąpić wielki dzień Dr. De’Ruuva i Dr. Bosnik. Sam Lord Vader miał z pokładu swojego statku obserwować pokaz najnowszego dzieła obydwu naukowców, retrowirusa o roboczej nazwie Posiew AA-234. Wewnątrz laboratorium trwały gorączkowe przygotowania do pokazu, jedno z pomieszczeń gdzie miał odbyć się test zostało wysterylizowane, zakładano ostatnie czujniki i kamery. Obaj naukowcy osobiście nadzorowali pracę. Nie mogli sobie pozwolić na błąd, nie kiedy miał na nich patrzeć Ciemny Lord.

- Pozostało tylko wytypowanie uczestników eksperymentu. Jak myślisz Val – zwrócił się do Bosnika De’Ruuva – jakie kryteria doboru zastosować?

- Stan fizyczny czy psychiczny nie gra roli – spojrzał na notes komputerowy, który trzymał w ręku – dobór wedle uznania.

- Przyjęliśmy właśnie nowy transport więźniów. Kilku z nich nie będzie robiło problemu.

- Masz racje – doktor Val Bosnic pokiwał głową – Już sprawdzam.

Pochylił się nad konsoletą i wywołał poszukiwana informację.

- Taaaa – zamyślił się – Ta dwójka jest w sam raz – rzekł przywołując drugiego naukowca do komputera

Lafar Aluk i Milla Stanov – zaczął czytać De’Ruuva – nadają się. Niech ich przygotują – powiedział po chwili, gdy zakończył czytać napływające na ekran komputera informacje.

 

Wieziono ich przez korytarze. Ludzie w białych kombinezonach, z maskami na twarzy. Usłyszał jak z sykiem otwierają się jakieś potężnie wrota. Wjechali na wózkach do dużego pomieszczenia w pełni przeszklonego. Po drugie stronie widział ludzi wpatrujących się w niego. Pomieszczenie opustoszało, zapaliły się czerwone światła i usłyszał brzęczyk alarmu. Poczuł drapanie w gardle, chciał odchrząknąć ale nie mógł. Drapanie narastało, kątem oka zobaczył Millę. Coś było nie tak, widział jak zaczyna się dusić, jak z jej oczu, nosa, ust wypływa krew. Obraz zaczął mu się zamazywać, poczuł w ustach słony smak krwi, po chwili utoną w objęciach mroku, na zawsze.

Ludzie po drugiej stronie szklanej tafli stali w bezruchu. Panowała idealna cisza, którą nagle przerwał głos postaci z hologramu:

- Imponujące. Bardzo imponujące. Za 20 min chcę mieć pełne sprawozdanie z sekcji oraz pełny odczyt z czujników – przefiltrowany głos spowodował u naukowców gęsią skórkę ale ton słów świadczył, że Mroczny Lord jest bardzo zadowolony. De’Ruuva spojrzał na hologram i skłonił się nisko. Chciał coś powiedzieć ale poczuł mocne drapanie w gardle. Odkaszlnął, drapanie nie ustało. Z przerażenie uzmysłowił sobie, że nie może wyksztusić słowa. Odwrócił się aby przywołać drugiego naukowca ale nic takiego nie nastąpiło. Runął jak długi na podłogę. Kątem oka zobaczył leżących ludzi i rozpływającą się postać Dartha Vadera. Po chwili w całym laboratorium zapanowała cisza, słychać było tylko cicho pracujący system wentylacji. 20 minut później rozpętało się piekło...........

 

All Rights reserved.

Written by Rafał Kula

October/November 2002


Kontakt
GG 2347110
e-mail bizonas@go2.pl
Dzisiaj stronę odwiedziło już 11 odwiedzający (14 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=